Dekalog jest (a raczej powinien być) zbiorem najważniejszych zasad, którymi mamy kierować się w naszym życiu. Przede wszystkim życiu duchowym, ale nie tylko. Bo jeśli spojrzeć na przykazania Boże to oprócz trzech pierwszych pozostałe są po prostu zasadami moralnymi. Przestrzeganie całej dziesiątki jest nam potrzebne do zbawienia. Uczymy się ich przed przystąpieniem do pierwszej Komunii Świętej i w przypadku większości z nas zostają one w naszej głowie na całe życie. Można zapomnieć z czasem, jak brzmią przykazania Kościelne, jakie są uczynki miłosierdzia, trochę poprzekręcać główne prawdy wiary, ale przykazania Boże zostają. Łatwiejsze są już chyba tylko przykazania miłości. Można rzec, że one są takim dużym skrótem tego, jak mamy żyć, aby dostąpić zbawienia, natomiast przykazania Boże bardziej szczegółowo to określają. Przestrzeganie ich sprawia, że nasza wiara będzie żywa.
Bóg swoją miłość wyraził przez podarowanie nam Swojego Syna i wiara w Niego ma nam zagwarantować życie wietrzne. Przypominają nam o tym słowa dzisiejszej aklamacji. Krótko i na temat. Więc skoro wystarczy wierzyć, to po co jeszcze przestrzegać przykazań? Jednak one trochę wysiłku wymagają. A jeśli można tylko wierzyć… No wierzę przecież w Jezusa, że On istnieje. Warto przypomnieć sobie w tym momencie fragment Ewangelii, odczytywanej całkiem niedawno o kuszeniu na pustyni. Skoro szatan przyszedł do Jezusa, mówił do Niego, to tym samym też uznawał, że On istnieje. Więc wiarę w postaci uznawania istnienia nawet on ma. Jednak nie jest i nie będzie zbawiony. I tu szczególnie pasuje znane powiedzenie, że diabeł tkwi w szczegółach. Bo wiara potrzebna do zbawienia to coś więcej niż tylko stwierdzenie, że Bóg istnieje. Za tym muszą iść czyny i przestrzeganie zasad. Mogę wierzyć, że Bóg istnieje, że Jezus zginął na krzyżu i mieć w nosie relację z Nim, nie zawracać sobie głowy Jego nakazami.
Warto zadać sobie pytanie — jaka jest moja wiara? Zastanowić się krótko nad nią. Nie muszą to być długie, filozoficzne rozważania. Wystarczy zapytać własne sumienie o to, czy gram fair. Czy moja wiara to tylko wyuczona przynależność, uznanie istnienia Boga czy może relacja, którą chcę rozwijać i pogłębiać?
